Wstrząśnijmy w dłoniach swych wysokie włócznie, na których jak rude płomienie lśnią pod gwiazdami ostrza miedziane;
Wstrząśnijmy je po raz ostatni, jak wstrząsa się na pożegnanie dłoń druha wiernego, co towarzyszył nam długo w drodze trudnej i niebezpiecznej;
A potem wetknijmy je w ziemię, ostrzami w dół, jak gasi się gromnice po pogrzebowym obrzędzie;
Albowiem kroczyliśmy z nimi przez niezliczone pola bitew, groźni sprawcy zgonów, mogił l cmentarzy.
I u spokojnego ogniska zapomnianego pasterza zapalmy łuczywa sosnowe i smolne pochodnie,
I rozświećmy nimi mroczne doliny, leżące w przerażeniu, głuszy i martwocie;
Albowiem oniemiliśmy ich śpiewy weselne i kołysanki rytmicznym tupotem naszych wojennych! pochodów,
Siejąc cienie smutku i żałoby w zaciszne sioła i chaty, w ogrody i sady.
I z pochodniami wstąpmy na szczyty gór, gdyje sterczą skały wysokie i twarde jak dusze wojowników;
Bowiem zbyt długo kochaliśmy jeno waleczność i sławę która jest wysoka i twarda jak glaźne szczyty gór:
Wstąpmy na skaliste wierzchołki, by czekać tam brzasku nowej jutrzenki
I mieć w obliczu wschodzącego słońca dumę i twardość szczytów pod stopami swymi.
I gdy schodzić będziemy w świetle dnia w kwietne doliny, wyciągnijmy przed się niezbrojne ręce nasze ruchem tych, co zbyt długo omaokiem szukali drogi w ciemnościach, albowiem byliśmy zbyt długo błądzącymi w mroku.
I ten ruch ślepców uczyńmy ruchem błogosławiących i darzących, którzy przejrzeli;
Wyciągnijmy prosto przed się ręce i nieśmy w nich przyszłe czyny nasze, jak dzieci niosą chleb i owoce przechodzącym mimo chat wędrowcom;
Wyciągnijmy przed się ręce nasze, podnieśmy czyny nasze na! wysokość serca.
TO JEST DALSZA STRUNA … 
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

0 odpowiedzi na „

  1. avatar dokugyodo pisze:

    Oto miasto zdarzeń woskowych, gdzie martwe widma jaskółek
    zostawiły w powietrzu parabole lotów
    w pobojowisku nocy jak pięści czarnej kułak
    przechodzę przez obozy śmiertelnych namiarów.
    Gdzie sen jaskółczy umarł przylepiony do chmur?
    gdzie moja trwoga strącona, w jakich ulic przepaście?
    Dzień jak orzech twardy trzymają kamienne lwy,
    lwy z pomników, w otwartej paszczy.
    Nie znam ciebie. Wysoko upływasz jak orion.
    Groza wieje z przedmiotów w trupim świetle gwiazd.
    Ucieka duszna rzeka, gwiazd porywa grom ją,
    a przestrzeń mnie odbarwia boleśnie jak gaz.
    Wracam w zaułek zimowy, co mi do nóg przywarł,
    gdzie wiatr wieje na przestrzał przez oczy i pierś.
    Nie wódź mnie, panie, dalej tam się noc urywa
    i od brudnych kanałów dmie samotna śmierć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*